Skarbówka tropi, a państwo słono płaci

Kategoria: Wolność

Przedsiębiorca Maciej Sosiński zapłacił 10 mln zł kar, jakie nałożyła na niego opolska skarbówka, za co jej urzędnicy wzięli nagrody. Potem poszedł do sądu, odzyskał całą sumę i jeszcze dostał od państwa odsetki - 800 tys. zł.

Pracę w branży komputerowej rozpoczął w latach 90. Dostrzegł niszę na rynku i zajął się dystrybucją podzespołów komputerowych sprowadzanych z Dalekiego Wschodu. Dostarczał je do małych firm na południu Polski, które z tych elementów składały komputery. Jego jednoosobowa firma radziła sobie całkiem dobrze. W drugim roku rozszerzyła swoją działalność na cały kraj. Nazywała się Procom. Podobieństwo nazwy nie podobało się konkurentowi - Prokomowi z Sopotu, który domagał się jej zmiany. Ostatecznie Sosiński przemianował swoją firmę na Pronox Technology. Firma Sosińskiego miała siedzibę na pierwszym piętrze kamienicy w części Opola najbardziej zalanej przez powódź w lipcu 1997 r. Poziom wody - 5,5 metra. Zalało partery i pierwsze piętra. Popłynął sprzęt i dokumenty.Rok po powodzi do Sosińskiego przyszedł inspektor z UKS. Cel: kontrola podatnika za rok 1996. Poprosił o odtworzenie dokumentacji. Sosiński wysłał listy do 150 firm, z którymi kooperował. Tylko jedna trzecia nadesłała kopie faktur. Pozostałe nie odpowiedziały, zmieniły adresy lub przestały istnieć. Inspektor uznał, że kontroli nie da się przeprowadzić, gdyż brakuje dokumentacji, i zamknął sprawę. Teczka z papierami z kontroli wylądowała w archiwum.

Panie wkraczają do akcji

Jednak 2 września 2001 r. u Sosińskiego pojawiły się panie z opolskiego UKS: Zofia Chojnacka-Krupa i Teresa Starczewska. Zażądały dokumentacji za rok 1997 i styczeń 1998. Wkrótce zaprosiły biznesmena do siebie na podpisanie protokołu. Wynik ich kontroli brzmiał: trzeba zapłacić zaległe 2 mln zł podatku VAT oraz 4 mln zł odsetek za cztery lata. Nie pomogło tłumaczenie, że dokumentacja z 1997 r. odpłynęła wraz z wodą, która zalała biuro.

Sosiński odwołał się do Izby Skarbowej w Opolu. Ta zweryfikowała wyliczenia i obniżyła karę o połowę, do 3 mln zł. Zapłacił, by odsetki nie rosły.

Na odwołanie miał siedem dni. Stwierdził, że sam sobie nie poradzi. Wynajął biuro podatkowe z Zabrza. Prawnicy stwierdzili, że takich bzdur, jakie powypisywały urzędniczki skarbówki, jeszcze nie widzieli. Złożyli odwołanie do Izby, która uchyliła wydaną ponad rok wcześniej decyzję UKS. Karę nakazano zwrócić, dołożono jeszcze 415 tys. zł z tytułu odsetek.

- Często organa podatkowe wydają decyzję, która skazana jest na pożarcie, ale zawsze jest szansa na to, że przedsiębiorca się spóźni, o czymś zapomni lub nie dotrzyma terminu i będzie musiał zapłacić. Oni liczyli po prostu na jego błąd - mówi Adam Kłosek, doradca podatkowy Sosińskiego.

Myślimy, że coś znajdziemy

Fiskus oddał Sosińskiemu pobrane wcześniej 3 mln zł, ale odsetki już zatrzymał - na poczet przyszłej kary z tytułu nieujawnionych źródeł dochodu. - Uznano widać, że uda się przyłapać mnie na jakichś nieprawidłowościach i pieniędzy nie trzeba będzie oddawać - kwituje biznesmen.

Inspektorki z UKS, po pierwszej porażce, nie poddały się i skontrolowały podatek dochodowy Sosińskiego za lata 1997-99. Zapowiedziały mu: - Myślimy, że coś znajdziemy

Zainteresowało je 2,5 mln zł, które we wspomnianych latach wypłacił z konta firmowego. Według pań z UKS nie wiadomo, na co je wydał, bo nie kupił żadnego trwałego majątku ani nie latał na drogie wakacje.

Sosiński tłumaczył, że gotówką regulował należności u kontrahentów. Podał trzech świadków, ale inspektorki ich nie przesłuchały, gdyż, jak oświadczyły, nie potrafią do nich dotrzeć.

Wydały za to decyzję: nieujawnione źródła dochodu - domiar (w języku skarbówki - kara) 1,7 mln zł. Podatnik Sosiński grzecznie zapłacił. Ale od ich decyzji znów odwołał się do Izby Skarbowej w Opolu. Ta uznała, że część dowodów zebrano niezgodnie z prawem, np. Sosińskiego nie informowano o przesłuchaniach świadków, choć miał prawo przy nich być. Nakazała ponowne rozpatrzenie sprawy i uzupełnienie dowodów, np. przesłuchanie brakujących świadków.

Po kolejnych kilku miesiącach inspektorki zmniejszyły domiar, ale nieznacznie - do 1,6 mln zł. Podatnik Sosiński znów decyzję zaskarżył. Tym razem Izba Skarbowa ją podtrzymała. - Uznano, że choć materiał zebrano częściowo niezgodnie z prawem, to można go zaakceptować. Interpretacja przepisów wprawdzie była jednostronna, ale urzędnik ma do niej prawo - opowiada Sosiński.

Jego prawnicy napisali 46-stronicowe odwołanie od decyzji Izby Skarbowej. 6 lutego 2006 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu nie zostawił suchej nitki na decyzjach UKS i Izby Skarbowej: "Ocena stanu majątkowego nie jest kompletna i nie może być uznana za prawidłową. Zeznania świadków zdezawuowano, zanim zapoznano się z nimi".

Nie dość, że Sosiński żadnej kary płacić nie musiał, to fiskusa przegrany proces kosztował łącznie 28 tys. zł.

 

Źródło: wyborcza.biz


Komentarze

No comments

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany, żeby móc dodawać komentarze.

Zaloguj się

yellowpoint.pl