Emerytalna wojna młodych ze starymi

Kategoria: Wolność

Polska 2030. Nasze emerytury będą dziadowskie. Nasze dzieci zostaną obarczone ekstra podatkiem na utrzymanie armii emerytów i kilkunastoprocentową składką zdrowotną na ich leczenie.

I "bykowym", jeśli sami nie postarają się wystarczająco szybko o powiększenie rodzin. Czy to dziwne, że się zbuntują i wyjadą za granicę?

Jak długo Polacy powinni pracować? Jak wysoka emerytura wystarczyłaby Ci na godne życie? Czekamy na listy - piszcie na adres wyborcza.biz(małpa)agora.pl

Zyta Gilowska, wicepremier w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, minister finansów i profesor nauk ekonomicznych, kiedy była jeszcze w rządzie, poprosiła sekretnie prezes ZUS o wyliczenie swojej emerytury.

Wyszło... 2800 zł brutto.

- Dlaczego tak mało, przecież to na rękę jedynie 2200 zł - zdziwiła się Gilowska, która w rządzie zarabiała 14 573 zł 80 gr brutto miesięcznie.

- Ale to i tak dwa razy więcej niż średnia krajowa - broniła się ówczesna prezes Aleksandra Wiktorow.

Wiktorow miała rację. Emerytura Zyty Gilowskiej będzie całkiem niezła. W przeciwieństwie do tej, którą będą pobierać dzisiejsi 20- czy 30-latkowie.

Mordasewicz: Politycy mogą zacząć działać pod dyktando emerytów


Czeka nas wojna młodych ze starymi

Policzmy. Osób powyżej 60. roku życia mamy dziś w kraju niecałe 7 mln. Jakby się zjednoczyli, mogliby przejąć władzę w Polsce! Mieć swojego prezydenta-emeryta, premiera-emeryta, większość w Sejmie i Senacie. Również emerycką.

Dlaczego nie przejmują? - Bo to grupa dość niejednolita, pochodzą z różnych środowisk i mają różne wizje światopoglądowe - tłumaczy Tadeusz Staniewski, sekretarz Krajowej Partii Emerytów i Rencistów, lat 66, od roku na emeryturze.

KPEiR chce jednak najstarszych Polaków zjednoczyć. Na oficjalnej stronie internetowej partii do walki zagrzewa Tomasz Mamiński, szef ugrupowania. "Wygrać możemy tylko wtedy, gdy nie damy się podzielić i będziemy razem... Rozmawiajmy więc, działajmy i zwyciężajmy"!

Członkowie partii zapewniają, że czas działa na ich korzyść. - Jeszcze o nas usłyszycie - zaciera ręce sekretarz Staniewski. - Będzie nas coraz więcej.

I ma rację.

Czeka nas gerontokracja - rządy ludzi starych.

¨ Emerytów będzie coraz więcej. W 2030, czyli za 20 lat, osób powyżej sześćdziesiątki będzie już ponad 10 mln.

¨ Emeryci będą żyć coraz dłużej. Średnia życia Polek to 79,4 roku, a mężczyzn 70,8. W 2030 r. będzie to 77,6 dla mężczyzn i 83,3 dla kobiet.

¨ A młodych będzie coraz mniej. Mamy 7,5 mln osób w wieku do 18 lat. W 2030 r. będzie ich 5,3 mln,

¨ Kto utrzyma armię starych? Dziś na jednego emeryta przypada czterech pracujących. W 2030 r. będzie już tylko... dwóch pracujących.

- Grozi nam wojna młodych ze starszymi - ostrzega Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS.

Dlaczego?

Nasz system emerytalny przypomina piramidę finansową. Pieniądze, które wpłacamy do ZUS, od razu są z niego wypłacane. Na emerytury. Na naszych kontach emerytalnych w ZUS zapisywane są więc wirtualne kwoty.

Zresztą nasze składki to i tak za mało. Ponieważ społeczeństwo się starzeje, a państwo nie likwiduje przywilejów emerytalnych, budżet musi dorzucać dodatkowo do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ponad 30 mld rocznie. Ta dotacja nieustająco rośnie. W 2025 r. na emerytury może zabraknąć nawet 100 mld zł! Dla porównania w przyszłym roku planowane dochody całego budżetu państwa wyniosą 245 mld zł.

- Młodzi będą musieli płacić coraz wyższe podatki i coraz więcej dochodów przeznaczać na utrzymanie swoich rodziców i dziadków - mówi Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego ds. Społecznych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Pojawią się nowe podatki opiekuńczo-senioralne na rzecz emerytów. Już dziś politycy Platformy Obywatelskiej mówią o konieczności wprowadzenia w przyszłości specjalnego podatku pielęgnacyjnego w wysokości 1 proc. naszych pensji.

Pojawić się też musi powszechne obowiązkowe ubezpieczenie na wypadek niedołężności. Ponieważ będziemy żyć coraz dłużej, ekonomiści przekonują, że wzrośnie radykalnie składka zdrowotna. Do kilkunastu, może nawet 20 proc. Dziś to 9 proc. pensji.

Koszty pracy - już dziś potwornie wysokie - eksplodują pod sufit. Jeremi Mordasewicz: - Obecnie za każde 100 zł wypłacone do ręki pracownikowi właściciel firmy musi zapłacić dodatkowe 70 zł w postaci składek i podatków. - Z czasem, gdy osób starszych będzie więcej, trzeba będzie państwu oddawać drugie 100 zł. Albo i więcej.



Bunt młodych

Co zrobią młodzi ludzie przygnieceni lawiną świadczeń na rzecz swoich ojców, matek, babć, dziadków, prababć i pradziadków?

- Mogą odmówić płacenia aż tyle. A na dodatek, rzadziej będą decydować się na dzieci, bo uznają, że ich nie stać - uważa prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej, dziś członek rady nadzorczej jednego z OFE.

Ponieważ podatki będą zbyt wysokie, młodych ludzi na utrzymanie potomstwa nie będzie zwyczajnie stać. Ewentualnie będą mieć tylko jedno dziecko. Dziś na Polkę przypada średnio 1,3 dziecka. Aby naród się nie kurczył, powinna rodzić przynajmniej dwójkę.

Kobiet zdolnych do rodzenia dzieci będzie z roku na rok coraz mniej. Prognoza GUS wskazuje, że do 2015 r. liczba kobiet w wieku 15-39 lat spadnie o blisko 500 tys. (niemal 7 proc.), a do 2030 r. - o dalsze 1700 tys. (łącznie o ponad 30 proc.).

GUS twierdzi, że za 20 lat będzie nas tylko 36 mln.

Gerontokraci będą chcieli wprowadzić "bykowe" i "jałówkowe" - czyli ekstra podatek dla singli po trzydziestce, którzy nie mają dzieci. Specjalny podatek będzie również nakładany na rodziny, które nie wychowują dzieci.

To nie fikcja - podobne założenia miały się znaleźć w Narodowym Programie Wspierania Rodziny, nad którym pracował Sejm poprzedniej kadencji.

- Rodziny, które nie wychowują dzieci, powinny być obciążone podatkami, bo nie uczestniczą w budowaniu społeczeństwa - twierdziła wówczas Anna Sobecka, posłanka z Ruchu Narodowo-Ludowego.

- Jeśli ktoś jest skoncentrowany wyłącznie na własnej karierze, to trzeba mu przypomnieć, że za lat 40 ktoś będzie musiał odprowadzić składkę na jego emeryturę - argumentował Marian Piłka z PiS.

Efekt? Najzdolniejsi i najbardziej obrotni zaczną emigrować. Niektóre rejony kraju będą zamieszkane prawie wyłącznie przez osoby starsze.

To tylko pogłębienie procesów, które dzieją się obecnie. W 2008 r. poza granicami kraju było 7 proc. obywateli Polski. Przede wszystkim osób młodych (w wieku 25-29 lat), relatywnie dobrze wykształconych, płci męskiej. Ale w wypadku Polski południowo-wschodniej oraz terenów wiejskich ubytek osób poniżej 30. roku życia sięga często 20-25 proc. lokalnej populacji w tym wieku!

Ci, którzy zostaną, będą przechodzić do szarej strefy. - Skoro państwo jest takie zachłanne, to nie dostanie ode mnie nic. Zatrudnię się nielegalnie - będzie kombinował świeżo upieczony absolwent.

Szara strefa to już dziś - jak szacują Piotr Jaworski i Agnieszka Durlik-Khouri z Krajowej Izby Gospodarczej - od 150 mld zł do 320 mld zł rocznie. Według różnych badań to od 13 do 30 proc. naszego PKB. Owe szacunkowe "szare" 30 proc. PKB to o 6 pkt proc. więcej niż w kojarzonych z mafią i korupcją Włoszech. I o 12 pkt proc. więcej niż u naszych sąsiadów Czechów i Słowaków.

Jest też trzecia droga - model azjatycki. Najbardziej radykalni młodzi mogą się domagać, aby tak jak Chinach państwo nie wypłacało emerytom ani złotówki.

Co robią politycy?

Widząc ten odbezpieczony demograficzny granat, a właściwie bombę jądrową, powinni bić na alarm. A co robią? Mało. O wiele za mało.

Wypłatę w miarę godziwych emerytur miało zapewnić dobrowolne oszczędzanie w tzw. III filarze. Twórcy reformy emerytalnej z 1999 r. zakładali, że w banku czy na rachunku maklerskim odkładać będzie ponad 7 mln rodaków. Odkłada zaledwie 800 tys. Na dodatek z miesiąca na miesiąc jest ich coraz mniej.

Kompletnym niewypałem - z powodu skomplikowanych procedur - okazały się też Pracownicze Programy Emerytalne. Chodziło o odkładanie przez zakład dodatkowej składki na emeryturę pracownika. Na PPE miało być kilka miliardów złotych, jest nieco ponad 1 mld.

Ten brak ułatwień podatkowych zachęcających do dobrowolnego odkładania na emeryturę i brak kampanii informacyjnej odczują zwłaszcza kobiety. Krócej bowiem pracują, mniej zarabiają, są karane mniejszą składką za urlopy wychowawcze. Ministerstwo Pracy szacuje, że w niektórych przypadkach Polka na starość może dostawać zaledwie 30 proc. ostatniej pensji.

Politycy od lat tolerują też skandal z KRUS (rolnicy płacą groszowe składki, w efekcie państwo co roku musi na emerytury rolnicze dopłacać 15 mld zł), skandal z emeryturami mundurowymi (emerytura zaledwie po 15 latach służby), górniczymi (emerytura po 25 latach, jeden rok pracy liczy im się do emerytury, jakby pracowali 1,5-1,8 roku), sędziowskimi, prokuratorskimi (całkowicie poza systemem z wysokimi emeryturami 4-5 tys. zł).

Tych grup nigdy nie objęły żadne zmiany emerytalne cywilizujące system i czyniące go bardziej sprawiedliwym.

Ostatnio rząd ogłosił, że pracuje nad "Planem rozwoju i konsolidacji finansów publicznych". Zakłada on:

?  Późniejszy wiek emerytalny. Nie wiadomo na razie, o ile późniejszy. Jednak według rządowej strategii ?Polska 2030? Polak, jeśli chce dostawać emeryturę na poziomie 90 proc. ostatniej pensji, powinien pracować, póki nie ukończy 67,5 roku życia! Dłuższy wiek emerytalny wprowadził ostatnio choćby Watykan. Od 2010 r. 4,6 tys. pracowników państwa watykańskiego będzie mogło przechodzić na emeryturę dopiero w wieku 67 lat (zarówno kobiety, jak i mężczyźni).

?  Wyrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn - stopniowo co roku o pół roku;

?  znoszenie przywilejów emerytalnych mundurowych, ale tylko dla osób wstępujących do wojska i policji do roku 2011.

?  Zmiany w KRUS - na początek 200 tys. gospodarstw powyżej 15 hektarów płaciłoby zamiast podatku rolnego podatek dochodowy (18 i 32 proc.) lub liniowy (19 proc.). Bogaci rolnicy płaciliby też składkę zdrowotną (teraz za ich leczenie płaci budżet).

Plan rządu jest na razie jednak jedynie zbiorem życzeń, nieuzgodnionym nawet z partnerem koalicyjnym.

Opinia publiczna w pamięci ma za to pomysł sprzed kilkunastu dni Ministerstwa Pracy i Finansów przejęcia części środków z prywatnych funduszy OFE. Zgodnie z reformą emerytalną Polacy odkładają w nich 7,3 proc. swojej pensji na przyszłą emeryturę. Reszta (12,2 proc.) trafia do ZUS. Pieniądze w OFE (w przeciwieństwie do tych w ZUS) są jak najzupełniej realne. Lokowane w obligacje skarbu państwa i akcje. Minister pracy i minister finansów chcą jednak zmniejszyć składki do OFE z 7,3 do 3 proc. Reszta poszłaby do ZUS. Taka operacja ma zmniejszyć zadłużenie sektora finansów publicznych o 13 mld zł.

Rząd chce również wyczyścić Fundusz Rezerwy Demograficznej, który ma gwarantować wypłatę emerytur dzisiejszym czterdziestokilkulatkom. Fundusz to swoista polisa na wypadek demograficznych wstrząsów. Jest tam 7 mld zł. Pieniądze mają pójść na zasypanie przyszłorocznej dziury budżetowej.

Co w związku z tym będzie z wypłatą emerytur za 20 lat? A kogo to obchodzi.

Co zrobić, aby na starość nie biedować? Gazeta zaczyna akcję "STAROPOLSCY".

Chcemy sprawić, aby dzisiejsi 30-, 40-latkowie już dziś pomyśleli o swojej emeryturze. Będziemy naciskać na polityków, aby dokończyli reformę emerytalną, a nie majstrowali przy niej dla chwilowych korzyści budżetowych.

Będziemy namawiać rząd, aby podejmował niepopularne decyzje, zgodne z założeniami twórców reformy sprzed dziesięciu lat, a nie dobierał się do naszych oszczędności w ZUS i OFE.

Będziemy też pokazywać, jak żyją obecni i jak będą żyć przyszli emeryci.

Będziemy pytać, konfrontować, liczyć, prognozować.

Przede wszystkim chcemy jednak, aby Polacy już dziś pomyśleli o swojej emeryturze i zrobili wszystko, aby się do niej odpowiednio przygotować

Jeżeli szybko rządy się tym nie zajmą to naszym dzieciom zostawimy problem, którego nie udźwigną.

 

Leszek Kostrzewski; Piotr Miączyński

wyborcza.biz


Komentarze

No comments

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany, żeby móc dodawać komentarze.

Zaloguj się

yellowpoint.pl